Film "A scanner darkly"
Czyli Ekranizacja "Przez Ciemne Zwierciadło" P.K.Dick'a.
 Philip K. Dick jest dla mnie
autorem niemal idealnym. Poza paroma słabszymi pozycjami wszystkie jego
książki pochłaniałem z rozkoszą. Kiedy sięgałem po kolejną, wiedziałem
że spotkam się z niepowtarzalnym klimatem i bohaterami, z okruchem
świata jaki wyśnił nie do końca zdrowy na umyśle pisarz. Zbierając te
okruszki zawsze znalazło się coś nowego, niepowtarzalnego, a mimo to
każda powieść i opowiadanie miały odciśnięte to samo piętno, tak jakby
Dick przez całe życie pisał właściwie jedną epopeję, na różne sposoby
pytając o prawdziwość naszej egzystencji.
Dotychczasowe ekranizacje jego tekstów miały różne wady - zbyt
hollywoodzkie, płytkie, często tylko z nazwy i kilku pomysłów
przypominające oryginał. Czasem nawet wychodziło z tego niezłe kino,
ale dla mnie słabo oddające specyficzny klimat jego twórczości. Na
szczęście pojawił się film "A Scanner Darkly". Dlaczego na szczęście?
Przekonajcie się sami, oglądając film, do czego postaram się zachęcić.
{mos_smf_discuss}
Forma
Twórcy postanowili ubrać swoją produkcję w rzadko spotykaną
technikę rotoscoping'u. Najpierw nagrano całość zwyczajnym sposobem, a
następnie materiał poddano zabiegowi, który zamienił obraz w film
animowany z bardzo dokładnymi, realistycznymi ruchami i szczegółowymi
detalami. Efekt jest bardzo ciekawy, dając twórcom z jednej strony
wiele cech zwykłego filmu, a z drugiej niesamowite możliwości wplatania
w sceny dodatkowych elementów, operowania kolorem, cieniami, efektami
specjalnymi. Dzięki temu po obejrzeniu filmu zostaje nam w pamięci jego
unikalny świat, inny od naszego, ale bardzo prawdziwy i rzeczywisty. W
żadnym wypadku nie zakwalifikowałbym tej produkcji do gatunku
animowanych, a tym bardziej dla dzieci - raczej wrzuciłbym ją do
szuflady ze zwyczajnymi filmami, dla dojrzałego widza.
Aktorzy
Jak na mało komercyjny film, obsada
jest zaskakująco 'mocna'. Keanu Reeve's, Winona Rider, Robert Downey
Jr, Woody Harrelson - to wszystko pierwsza liga. Nieco mniej
utytułowany Rory Cochrane świetnie się odnalazł w tej doborowej stawce.
Razem tworzą wybuchową mieszankę osobowości (i osobliwości), grupę
narkomanów ciągle wpadającą w jakieś kłopoty lub organizującą
przekomiczne przedsięwzięcia. Każda z postaci ma swoje pięć minut i
zyskuje sympatię widzów na swój sposób. Z całej obsady najbardziej
podobali mi się elokwentny i wygadany Robert Downey Junior oraz
wiecznie znerwicowany, łypiący okiem Rory Cochrane, ale duże brawa
należą się naprawdę wszystkim.
Treść
  W filmie obserwujemy losy pięcioro przyjaciół, zmagających się z
rzeczywistością na różne sposoby. Każdy z nich jest mniej lub bardziej
od czegoś uzależniony, a wszyscy razem od Substancji A - nazywanej też
Agonią. Jeden z nich to nasz główny bohater - Bob Arctor - lub inaczej
policjant imieniem Fred, którego zadaniem jest wmieszać się w
środowisko narkomanów i zdobyć jak najwięcej informacji o dealerach i
źródłach Substancji A. Aby się nie zdekonspirować zażywa małe dawki
narkotyku, uczestniczy w życiu grupy, wciela się w postać ćpuna. Co
jakiś czas melduje się na posterunku i przegląda taśmy z kamer
zainstalowanych na 'melinie', a następnie składa raporty przełożonym.
Idzie mu świetnie, niestety w końcu sam popada w nałóg. Na okresowych
badaniach psychologicznych musi przekonać lekarzy, że wszystko jest z
nim w porządku, a jako narkoman nie dać się zdemaskować. Nieustanne
kłamstwa, oszukiwanie samego siebie, stres i nałóg doprowadzają go do
szaleństwa - nie odróżniając kim naprawdę jest - Bobem, czy Fredem,
zaczyna śledzić i pisać donosy na samego siebie.
Reszta grupy jest równie ciekawa. Dealerka Dona, jedyna kobieta, nie
pozwala się dotykać nikomu poza Bobem. James Barris - typ szalonego
inteligenta - wiecznie opowiada o spiskach, manipulowaniu ludźmi przez
rząd, albo dokonuje nielegalnych eksperymentów (odzyskiwanie kokainy z
olejku do opalania? tłumik z folii aluminiowej? proszę bardzo!). Charles
i Ernie to kompletne świrusy, dodające całej opowieści wiele czarnego
humoru, chodzące przestrogi przed nadużywaniem proszków. Taka
popieprzona anty-drużyna.
Jednak film ujmuje losy grupki uzależnionych świrów w szerszym świetle.
Ten sam rząd, który zatrudnia Freda do walki z narkotykami,
uczestniczy, pod przykrywką korporacji Nowa Droga, w produkcji
Substancji A, od której uzależnia się Bob. Jednocześnie szpieguje
swoich obywateli, na każdym kroku regulując ich życie, popuszczając lub
skracając smycz. Każdy jest pod obserwacją i każdy może okazać się
obserwatorem. W dodatku ktoś w inwigilowanej grupie jest również
agentem - próbującym zdemaskować korporację Nowa Droga. Paranoja w
każdym calu.
Pierwowzór
Jeśli ktoś oczekuje, że
wykonam jakieś dokładne porównanie filmu z książką - nic z tego.
Powieści, z ręką na sercu przyznaję, prawie nie pamiętam, ale film
bardzo mnie zmotywował do ponownej lektury. Najważniejsze przesłanie
zostało takie samo. Dick zadedykował tę historię swoim kolegom i
przyjaciołom, narkomanom, którzy dzięki prochom odeszli z tego świata,
lub postradali zmysły. Taką samą dedykacją kończy się film, zostawiając
widza wbitego w fotel, ze świadomością, że nawet największy luzak,
wesołek, albo ktoś pewny że nie jest uzależniony, w końcu zamienia się
w zdegenerowanego ćpuna. Oczywiście jeśli w ogóle przeżyje. Taki
kontrast między początkiem a zakończeniem filmu jest bardzo tanią, ale
skuteczną sztuczką. Usunięto z filmu sugestie jakoby za Substancją A
stał Związek Radziecki, co w latach 70, kiedy powstawała książka, było
dodatkowym smaczkiem, a dziś niekoniecznie.
Czytając życiorys Dicka dowiemy się, że książka była mocno osadzona w
rzeczywistości lat 60 i 70, a także w doświadczeniach życiowych PKD.
Dom pisarza przez 2 lata był podobną komuną, gdzie mieszkali jego
znajomi - uzależnieni od narkotyków. Kilka lat aktywnie uczestniczył w
życiu środowiska narkomanów z Marin County. Z tego powodu, (podobno,
nie miałem okazji sprawdzić), świetnie oddał w swoim dziele atmosferę
bycia uzależnionym i przebywania wśród podobnych sobie. Filmowcy
świetnie poradzili sobie z przeniesieniem tego na ekran, a zastosowanie
rotoskopingu uwydatnia jeszcze surrealizm scen i całego przedstawionego
świata.
Podsumujmy
Bardzo, ale to bardzo udana adaptacja. Świetne aktorstwo, tragikomiczna
fabuła, ważny i ciekawie przedstawiony problem, fascynujący i bliski
nam świat, barwna mozaika przed oczyma. Czy można chcieć czegoś więcej?
Myślę, że długo poczekamy na kolejny tak dobry film.
Linki:
- A Scanner Darkly na IMDB
- Galeria Zdjęć
- ASD na naszej WIKI
(5) komentarze |