logowanie
Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj.
Nazwa użytkownika: Hasło:
Zaloguj się podając nazwę użytkownika, hasło i długość sesji

Zapomniałeś hasła?
Menu witryny
Strona Główna
Shadowrun RPG
Forum
Interactive
Cyberkultura
Firefox searchbar Firefox searchbar
shout
Latest Message: 6 months, 2 weeks ago
  • pempol : rzekłbym miazged: «link»
  • pempol : Seattle 2072 już w REBEL: «link»
  • pempol : Przyłącz się do ekipy Shadowrun PL na google wave: «link»
  • pempol : Nadchodzące produkty z linii Shadowrun: «link»
  • pempol : commlink? «link»
  • pempol : Trideo? «link»
  • pempol : Nie tylko ja widzę to jako minus, mianowicie brak twardej okładki w Running Wild:http://www.shadowrun4.com/wordpress/2009/10/running-wild-review/
  • pempol : Running Wild jest softcover ...  liczę, że Seattle 2072 będzie hardcover :]
  • mattness : Pemp, jeśli coś z tego wyjdzie - poproś jakiegoś swojego buddy, żeby to nagrał (vid/mp3) - ja próbowałem nagrać gorka na Polconie, ale nic z tego nie wyszło Sad
  • pempol : hey matt... na pewno będę prezentować karciankę, ale już rozmawiałem z wyjadaczem konwentowym, co Jego intersuje na prelekcjach dotyczacych systemu więc jakieś punkty-must już mam. Teraz muszę odnaleźć materiały Gorkiego z Lublina 2007 :]
Please Login to shout..
Współpraca
 
Shadowrun-Polska jest stroną poświęconą systemowi Shadowrun RPG. Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej na temat Shadowruna, tej strony, chcesz nam wysłać pytanie bądź materiały - kliknij tutaj.
Odrobina Magii cz. 4 Drukuj Email
Oceny: / 3
KiepskiBardzo dobry 
Wpisał: Gorki   
24.03.2008.

 Ostatnia już część opowiadania Michała Studniarka, "Odrobina Magii". Jeśli jesteście ciekawi jak dalej potoczą się losy Murdoca, Deli i Zapałki, w tym fragmencie znajdziecie odpowiedzi na trapiące was pytania.

Życzymy miłej lektury!

Skuli nas zaciskami i zapakowali na tylne siedzenia, przyciemniając uprzednio szyby. Strzałki nafaszerowane "siedmiokroczkiem" to jednak bardzo dobry wynalazek; odbierają ochotę do jakiegokolwiek działania. W głowie szumiało mi tak, jakby szalał tam orkan. Deli i Zapałka leżały obok, opierając głowy na bagażach. Przysunąłem się bliżej: Deli spojrzała na mnie smutno. Podobnie jak ja, spodziewała się najgorszego. Nie wiedzieliśmy tylko, w jakiej postaci owo najgorsze do nas przyjdzie.
    Podniosłem głowę, aby przyjrzeć się drzwiom: były zamknięte od zewnątrz. Ich wyważenie przekraczało moje siły, poza tym nie byłbym w stanie zrobić tego bezszelestnie. Opadłem na podłogę, wkurzony i świadom przegranej. Daliśmy się zrobić jak durnie, jak kanalizacyjne trolle. Zamiast uciekać, trzeba było udawać potulnych, zyskać na czasie, skorzystać z jakiejś okazji. A teraz... bez dwóch zdań zasłużyłem sobie na czapę. A Deli... Zapałka...
    No właśnie. Jest nas troje, a uderzenia sześciu nóg taki zamek może nie wytrzymać. Do diabła z dyskrecją. W prostych, żołnierskich słowach wyjaśniłem dziewczynom, o co chodzi. Przysunęliśmy się ku drzwiom; zanim jednak zdążyliśmy wymierzyć pierwszy cios, wóz zahamował. Usłyszeliśmy trzask drzwiczek, a po chwili znany już mi ork i jego ludzki kumpel wywlekli nas jak worki kartofli. Potknąłem się na jakimś korzeniu, ale człowiek mocnym ciosem postawił mnie na nogi.
    Staliśmy na tonącej w półmroku, niewielkiej polanie. Czekała tu już na nas identyczna Toyota. Rozpierał się w niej ork o kanciastej twarzy i wąskich ustach. Najwyraźniej był tu szefem. Przy odkręconym oknie stał, wyglądający na maga, ogorzały facet w średnim wieku.
- A oni tu po co? - warknął ork z samochodu, świdrując nas małymi oczkami. Ich kolor zmieniał się płynnie w całym paśmie widma; ostatni krzyk mody. - Nie mogliście ich rozwalić po drodze?
- Jakoś nie było dobrego miejsca...
Szef skwitował odpowiedź oburzonym sapnięciem, po czym przeniósł wzrok na Zapałkę. Przez chwilę taksował ją wzrokiem.
    - Miała jakąś biżuterię?
Jeden z orków wyciągnął z jej plecaka małą torebkę foliową. Stojący obok wozu mag ostrożnie wysypał wisiorki i opaski na dłoń, przeglądając je przy akompaniamencie nieartykułowanych pomruków. Skoncentrował się, przez chwilę przesuwał nad nimi dłonią. Wreszcie, najwyraźniej zadowolony z rezultatu, podsunął zdobycz szefowi pod nos, nie pozwalając jednak wziąć do ręki. Mój domysł potwierdzał się: im zależało przede wszystkim na talizmanach dziewczyny.
- Ładne - palec z wypielęgnowanymi pazurami wskazał jeden z naszyjników. - Od czego to?
- Złego oka - wyjaśniła ponuro dziewczyna.
- Zatrzymam dla baby. Może wreszcie przestanie oglądać się za chłopami... - Ork zarechotał i machnął ręką. - Bierzcie ją, ich rozwalcie i wracamy.
Usłyszałem za sobą metaliczne kliknięcie.
- Nie tu, palancie, ubrudzisz karoserię! Na boku.
Ork szarpnął mnie za kołnierz, jego kolega odprowadził Deli. Zatrzymaliśmy się kilkadziesiąt metrów od samochodów. Cóż, nie tak wyobrażałem sobie własną śmierć. Pracownicy Agencji nie żyją zbyt długo, ale...
- Jakieś życzenie? - spytał ork.
- Coby was wszystkich szlag trafił, amen - odparłem. Mimo wszystko chciałem odejść, jak przystało na shadowrunnera.
Spodziewałem się kopniaka albo uderzenia w głowę, ale nic takiego się nie stało. Obróciłem głowę w kierunku Deli. Jej oczy były pełne smutku. Rozciągnąłem usta w czymś, co miało być pocieszającym uśmiechem. Nie bałem się już: czekałem na ten jeden strzał.
- Czekajcie!
Znowu szef. Ten drań nie da nawet spokojnie umrzeć.
Ork obrócił mnie w stronę samochodu. Mag szedł ku nam, wymachując rękami. Kilka wiszących na jego szyi ozdób Zapałki podskakiwało przy każdym kroku.
- Ostowcie to mi! Niechoj choć zdechnom pożytecnie! - Jego głos był chrapliwy i nieprzyjemny.
    Z wiszącego u pasa woreczka zaczął sypać jakimś proszkiem. Otoczył nas magicznym okręgiem, a potem usiadł naprzeciwko ze skrzyżowanymi nogami. Zaczął nucić jakąś pieśń o niespiesznie wznoszącej się i opadającej melodii. Chwilę potem dodał do tego powolne, zamaszyste ruchy rękami, kreśląc w powietrzu dziwne wzory. Najwyraźniej magik uznał, że w talizmanach Zapałki tkwi wielka moc i chciał je na nas przetestować... może wyssać naszą energię? Nie odczuwałem już strachu: ciekaw byłem tylko, jak szybko umrzemy. Z drugiej strony, nie obejrzałem jeszcze całego swojego życia; a może nie było czego oglądać?
Nagle mag umilkł. Przez chwilę siedział spokojnie z zamkniętymi oczami, potem zerwał się na równe nogi. Jego ręce znów zawirowały w powietrzu, jednak ruchy były zdecydowanie szybsze. Stojący z boku, dobrze już znudzeni goryle, ożywili się nieco, poprawili uchwyt na kolbach. Spoglądali na wymachującego coraz szybciej rękami człowieka z nadzieją, że cała heca skończy się wreszcie, a oni będą mogli wrócić do samochodu.
Nagle z ust maga bluznęła struga czerwonej, tętniczej krwi. Chwilę potem mniejsze strumienie pociekły mu z uszu i nosa, a wreszcie z oczu. Nie wydając najmniejszego dźwięku, mężczyzna zaczął obracać się w miejscu, jakby błagając zaskoczonych ochroniarzy, aby mu pomogli. Lejąca się bez przerwy krew zachlapała im ubrania, ręce i twarze. Tego było już dla nich za wiele: cofnęli się, klnąc i przecierając oczy.
- Zabijcie ich! Natychmiast! - krzyczał szef ze swego fotela. Najwyraźniej nie wiedział, co się dzieje.
Wtedy jego samochód eksplodował: niewielki, niezbyt głośny wybuch wewnątrz maszyny. Cyngle odwrócili głowy, kuląc się odruchowo, a ja uświadomiłem sobie, że oto mam szansę na nowe życie.
Ork stał najbliżej. Rzuciłem mu się pod nogi, naparłem całym ciałem. Nie zdołał utrzymać równowagi i upadł.     Uniosłem związane ręce, waląc z całej siły w dłoń ściskającą kolbę. Ucisk na nadgarstki zelżał, jedno szarpnięcie i byłem wolny. Przebudzony szamotał się pode mną, więc uderzyłem go czołem w twarz. Przypomniałem sobie wredny, pełen wyższości i pewności siebie uśmieszek, radość, z jaką mnie bił. Wściekłość sprawiła, że widziałem wszystko bardzo ostro i wyraźnie. Tu nie było miejsca na spokojne planowanie uniku czy ciosu. Nie mając dobrego uchwytu, unieruchomiłem ręce orka własnymi dłońmi i tłukłem go metodycznie czołem. Drugi cyngiel leżał na ziemi, przyduszony wspólnie przez Deli i Zapałkę. Konający mag zraszał obficie krwią wszystko dookoła, póki nie padł wreszcie na ziemię. Mój przeciwnik prężył się i usiłował zrzucić, ale wciąż leżałem na nim, wydając z siebie dzikie warknięcia.
Wreszcie gwałtownym szarpnięciem ciała przekręcił się na bok. Zsunąłem się nieco, więc oplotłem go nogami, żeby mi nie uciekł. Znów spróbował wstać: wtedy gwałtownym ruchem wbiłem zęby w jego gardło. W nos uderzył mnie odór potu, lecz mimo to gryzłem i szarpałem niczym głodne zwierzę. Przed oczami miałem tylko smutną twarz Deli i jego pełen pogardy głos. "Jakieś życzenie?" O tak! Rozszarpać cię na sztuki, sukinsynu!
    Ork szarpał się, tłukł łokciami, wierzgał, ryczał coś po swojemu. Charczałem i dusiłem się zalewającą mnie krwią, ale wciąż pracowałem szczękami. Wreszcie zdałem sobie sprawę, że leży bez ruchu. Przez jakiś czas trwałem nieruchomo, nie rozluźniając uścisku, aż byłem pewien, że nie żyje. Ork szklanym wzrokiem wpatrywał się w płonący samochód szefa. Twarz, szyję i większość ubrania miał splamioną krwią. Chwilę potem dostrzegłem leżący koło nas, poszarpany zacisk; jak to możliwe, że udało mi się go zerwać? Co z tym drugim?
    Uniosłem się na klęczki, badając swoje ciało i próbując złapać oddech. Niespodziewanie lewy bok przeszył palący ból i znów upadłem na trawę. Ktoś uniósł mi głowę, poczułem łaskotanie włosów na czole i nosie. Deli gładziła mnie po twarzy, jej wargi drżały, a oczy były pełne łez. Po twarzy i szyi ciągnęły się rozmazane,  czerwonobrązowe smugi.
- Co z tam... tym?
- Sam zobacz. To... niesamowite.
Z pomocą Deli dźwignąłem się na nogi. Mag leżał na boku, skąpany we własnej krwi, a Zapałka ściągała z jego szyi amulety. Drugi bandzior miał nos wtłoczony do wnętrza czaszki.
- Zapałka, co tu się stało?
- Jak to, co? Moje talizmany nie są przeznaczone dla złych osób, to wszystko - wyjaśniła dziewczyna, chowając odzyskane przedmioty do torby. Gdy się zbliżyła, dostrzegłem, że drżą jej dłonie.
- Nic ci nie jest?
    - Chy... chyba nie - pokręciła głową, przesuwając dłońmi po ciele.
    - Co za cios... - mruknąłem, spoglądając na beznosego trupa. - Jakby się zderzył z trollem... Która z was go tak...
    - Ja - przyznała cicho Deli. - Ale... nie wiem jak. To znaczy... zaatakował mnie, zastawiłam się ręką, zabolało mnie tylko trochę, ale on zawył, jakby sobie coś złamał. Potem odwinęłam się... przysięgam, to był odruch...
    Ach, więc stąd te śliczne krwawe twarzoznaki.
    - Zapałka, o czym myślałaś, gdy robiłaś opaskę dla Deli?
    - Chyba... o górach. Wiesz, szare olbrzymy, piętrzące się na tle nieba...
Zaskoczony wciągnąłem głębiej powietrze i nagle ból w boku ponownie zaćmił cały świat. Deli chwyciła mnie, pomogła usiąść na ziemi. Poczułem, jak delikatnie dotyka mojego torsu.
- Masz tutaj paskudny siniak, albo i pęknięcie żebra. Czujesz krew w ustach?
    - Nie swoją. Jak... się czujesz? - szepnąłem, nie chcąc prowokować kolejnego ataku bólu.
- Mogło być gorzej...
- Spytaj Zapałki... czy nie ma czegoś... do leczenia...
Dostałem pasek do leczenia wszelkich boleści, ale jakoś słabo działał. Deli się rozpłakała, a ja, rzecz jasna, tuliłem ją w ramionach. Sam również potrzebowałem nieco czasu, aby zacząć normalnie myśleć. Co innego dostać kulkę w walce, kiedy trzyma się w ręku broń, a co innego czekać, aż jakiś typ o świńskich oczkach i mózgu jak młody kalafior wpakuje w ciebie porcję ołowiu.
    Oprzytomniałem, gdy Zapałka szarpnęła mnie za ramię. Trzeba było się stąd zabierać. Posykując z bólu, otarłem twarz znalezionymi w drugim samochodzie papierowymi ręcznikami, po czym wyrzuciłem je do ognia. Zabraną beznosemu cynglowi kartą uruchomiłem silnik Toyoty. Pięć minut później gnaliśmy w kierunku Bukowiny. Chyba tylko szok sprawił, że nie spowodowałem żadnego wypadku.
    W mieście pierwszy napotkany parking był zajęty w całości, głównie przez autokary. Zaparkowałem samochód na chodniku: i tak nie będzie nam już potrzebny. Nim Lucas namierzył nas na miejskim deptaku, zdążyliśmy umyć się w pobliskiej toalecie i przebrać w czyste łachy.
- Wyglądacie niezbyt ciekawie, więc nie zapytam, co robiliście - odezwał się na nasz widok, ładując bagaże do kufra wynajętego Opla. Mogłem tylko zgadywać, jakim cudem zdążył tu dojechać Zakopianką.
- Cóż, - mruknąłem - jeszcze nigdy nie rozszarpałem zębami czyjegoś gardła...

*    *    *

- Co ty pieprzysz, Murdoc? - Oczy Lucasa zrobiły się okrągłe jak na widok butelki irlandzkiego likieru. - Chcesz powiedzieć, że ta panienka sprzedaje turystom w pełni skuteczne focusy, z których mogą korzystać nie tylko magowie czy szamani?
- Nie pieprzę, do cholery, wiem, co widziałem! Ten zacisk sam się otworzył! Na ręku miałem zawiązaną jej plecionkę!
- Może pękł?
    - Zacisk ceramiczny? Zwariowałeś? Nie. Jak sądzisz, dlaczego ten samochód eksplodował?! Ktoś wcześniej podłożył bombę i akurat wtedy ją zdetonował? Deli miała jej opaskę na przegubie i wbiła dużemu facetowi nos do środka czaszki! Wiesz, że ona nie jest zbyt silna! To też przypadek?
    - Spokojnie, Murdoc, nie krzycz tak. - Snajper ujął mnie za ramię i odprowadził na bok, dalej od Deli i Zapałki. Kobiety stały przy jednym z kramów w Sukiennicach, podziwiając wystawione na sprzedaż sztuczne skóry i inne wyrabiane rzemieślniczo trofea. Zapałka z wyraźnym obrzydzeniem trzymała w ręku feniksa pokrytego sztucznymi, komputerowo barwionymi piórami. Na jego podstawce błyskała miedziana tabliczka. Mogłem założyć się, że było tam napisane: "Pamiątka z tatrzańskich hal", lub coś równie durnego. Ludzkie, elfie, trolle czy nawet smocze oko nie oglądało tam feniksa od czasów Przebudzenia.
- Co do twoich przeżyć, to historia wojen podaje mnóstwo przykładów na to, że...
- Znam je, nie musisz przypominać. Tylko widzisz... - umilkłem zakłopotany. - Ja CZUŁEM, że dzieje się coś niezwykłego. Zapytaj Deli, powie ci to samo. Poza tym, coś mi się przypomniało: wiesz, jak zginął tamten mag?
- Mówiłeś, nie nadawał się do identyfikacji... pewnie stał za blisko samochodu i oberwał dużym odłamkiem w ucho, więc przy okazji zdjęło mu z twarzy połowę skóry. Wyjątkowo paskudna śmierć.
- Gdybyś obrócił go na drugi bok, zobaczyłbyś, że ma uszkodzone również drugie ucho, a skóra na twarzy jest nienaruszona. Przecież widziałem, z oczu, nosa i ust krew buchała mu jak z kranu! Deli mówi, że takie rzeczy zdarzają się, gdy następuje atak na maga ze sfery astralnej, albo kiedy używa się talizmanu, do którego nie udało się dostroić. Dlatego poszły mu naczynia krwionośne. Podobnie ma się sprawa z eksplozją samochodu: Zapałka twierdzi, że okłamała szefa, bo talizman chronił tak naprawdę przed oparzeniami słonecznymi - zakończyłem.
- Wygląda na to, że ten magik coś sknocił - mruknął snajper, pocierając brodę palcami. - Sam mówiłeś, że je zabrał. Mieliście zatem więcej szczęścia, niż rozumu.
- No właśnie! Gdyby to były zwykłe focusy albo fetysze, to ja i Deli bylibyśmy teraz trupami. Może takie przedmioty trzeba dostrajać inaczej? Dlatego uważam, że powinniśmy zabrać dziewczynę ze sobą, niech S-mag się nią zajmie. Wiesz, jak niewielu jest specjalistów od magicznego sprzętu?
- A nie sądzisz, że może dostała te wisiorki od kogoś?
Uśmiechnąłem się.
- Razem ze zdolnościami? Wiesz równie dobrze jak ja, że tylko osoby magicznie aktywne mogą tworzyć focusy lub ich używać. Możliwe, że rzeczywiście jest tylko kolejnym STM z jakąś nieokreśloną zdolnością. Równie dobrze mogli pomylić się testujący ją magowie; wtedy byłaby tylko późno obudzonym magiem lub adeptem, potrafiącym tworzyć rozmaity magiczny chłam. A trzeci wariant... cholera, nadal nie chce mi się w to wierzyć.
- Mnie również nie. - Lucas postawił na ziemi swoją torbę i wyciągnął z niej flaszkę "Żywej Wody". - Jak to możliwe, że jakieś dziewczę przeskoczyło kilkanaście lat badań i ot tak sobie tworzy magiczne focusy...
Ostrożnie, żeby nie urazić pękniętego żebra, wyciągnąłem rękę po butelkę. Deli także dorobiła się kilku siniaków: z naszej trójki tylko Zapałka wyszła z tej awantury bez szwanku. Byłem niemal pewien, że stało się tak tylko dzięki talizmanom.
- W świecie, w którym działa magia, nie ma rzeczy niemożliwych - oznajmiłem sentencjonalnie. - O ile wiem, dzika magia to rzecz jeszcze nie do końca zbadana. Zresztą, co ja cię będę przekonywał - sięgnąłem do kieszeni i wyciągnąłem mały woreczek z tkaniny, zawieszony na rzemyku - zawieś to sobie na szyi i noś. Zobaczysz, na pewno ci pomoże.
- Na co?
- Na skutki upojenia alkoholowego.
Snajper zrobił to, ale bez przekonania.
- Nie wiemy, co prawda, jak mocne są tworzone przez nią focusy czy fetysze - wyjaśniłem, widząc jego minę. - Ale jestem pewny, że to SĄ focusy i fetysze.
- Chodźmy lepiej do kobiet - Lucas podniósł torbę. - Jeszcze trochę, a wykupią połowę Sukiennic.
Ruszyłem za nim, wlokąc bagaż po ziemi. Z powodu żebra poruszałem się dwa razy wolniej niż zwykle i nie mogłem dźwigać ciężarów.
    Mimo bólu i wrzynających się w dłoń pasków plecaka czułem dziwny spokój i satysfakcję. Działałem tak, jak powinienem i jak mogłem najlepiej. Przed oczami znów stanęła mi zaskoczona twarz orka, gdy walił się podcięty na ziemię. Uśmiechnąłem się paskudnie. Tkwiąca we mnie pierwotna, dzika bestia ziewnęła zadowolona i usnęła, zwinięta w kłębek.
    Zapałka bez większych oporów zgodziła się na podróż do Warszawy. Pasowało jej każde miasto, byleby mieszkał tam ktoś, komu mogłaby sprzedać odrobinę swojej magii. Kupiliśmy bilety i udaliśmy się na obiad do jednej z knajp w okolicach Rynku. Wybraliśmy stolik w samym kącie sali i usiedliśmy tak, aby nikt już nie mógł na nas wpaść.

 

Opowiadanie jest osadzone w realiach gry "Shadowrun". "Shadowrun" jest zastrzeżonym znakiem handlowym. Niniejsza publikacja nie ma na celu naruszenia jakichkolwiek praw autorskich.

Odrobina Magii cz. 1

Odrobina Magii cz. 2  

Odrobina Magii cz. 3

 

 

(0) skomentuj!
 
następny artykuł »
     
Credit Counseling - Credit Consolidation - Credit Card Consolidation - United Specialties